Case Study – Ponad 200 radykalnych transformacji i setki różnych historii

Nazywam się Agnieszka Burdykiewicz

Pomagam kobietom, które na co dzień pomagają innym — odzyskać wartość niezależną od opinii innych. Uczę, jak z tego, co umiesz i czym pomagasz, zbudować stabilny, etyczny i bezpieczny biznes ekspercki — oparty na własnej wartości i zaufaniu do swojej intuicji, a nie na cudzych strategiach.

Byś mogła budować siebie i swoje dziedzictwo, zamiast angażować energię w cudze życie i projekty.

TWOJE ŻYCIE. TWOJE ZASADY. TWÓJ CZAS.

Ratujesz partnera, rodzinę, cudze projekty – i po drodze gubisz siebie. Masz wrażenie, że ciągniesz wszystko na sobie, zamiast budować własne życie.

Historie przedstawione poniżej są kompozycją doświadczeń kilku moich klientek i klientów. Imiona, wiek, szczegóły życiowe oraz konfiguracje problemów zostały zmienione w celu ochrony ich prywatności. Dzięki temu nie da się przypisać żadnej historii do konkretnej osoby.Mechanizmy, ból i rezultaty — prawdziwe.

Od 2020 roku wsparłam indywidualnie ponad 200 kobiet i kilkunastu mężczyzn w procesach głębokiej zmiany.

Każda z tych osób przyszła z inną historią, ale podłożem problemów często było to samo źródło

Rezultaty po współpracy

  • poprawa sytuacji finansowej i zmiana kierunku kariery,
  • odbudowa relacji i więzi z bliskimi,
  • większa bliskość i bezpieczeństwo w związkach,
  • stawianie granic i przestanie życia pod dyktando innych,
  • wzrost poczucia własnej wartości,
  • większa akceptacja siebie,
  • odzyskanie kontaktu z własnymi potrzebami,
  • podejmowanie decyzji zgodnych ze sobą,
  • większa odwaga w życiu osobistym i zawodowym,
  • poprawa jakości życia i wewnętrznego dobrostanu.

Ponad 5 lat pracy z podświadomością. Setki historii — każda inna, a jednak pod spodem prawie zawsze ten sam mechanizm: coś, co blokowało od lat, mimo terapii, kursów i „pracy nad sobą”.

To, z czym ktoś przychodzi na konsultację, prawie nigdy nie jest prawdziwym problemem. Pod lękiem, nałogiem, chorobą czy autosabotażem leży coś głębszego — wzorzec sprzed lat, który po cichu prowadzi całe dorosłe życie.

Jeśli w którejś znajdziesz kawałek siebie, to nie przypadek.

Od razu zaznaczę jedno: żadna z tych historii nie wydarzyła się na jednej sesji. Można poczuć przełomowy wgląd i ogromną ulgę już na pierwszym spotkaniu — to prawda, i to też w tych historiach zobaczysz. Ale trwała zmiana, taka, która zostaje na lata, wymaga procesu. Dlatego pracuję w ramach programu 6-10 sesji sesji, rozłożonych w czasie, a nie jednorazowej interwencji.

 

4 historie transformacji moich klientów: z czym naprawdę przychodzą i co może zmienić głęboka praca z podświadomością

Kasia (45 lat) — odrzucona jeszcze w łonie matki, dziś pomaga innym poczuć się chcianymi

Z czym przyszła – ataki paniki, wybuchy emocji, krótkie i burzliwe związki partnerskie, wizyty w domu rodzinnym raniły

Kasia nosiła w sobie coś, o czym prawie nikomu nie powiedziała: informację, że jej narodziny nie były dla matki radością. Matka chciała chłopca. Ciąża, poród, a nawet ślub rodziców — wszystko to Kasia nosiła w swojej podświadomości jako wydarzenia, które jej mama wspominała ze złością i żalem, nie z miłością. Od pierwszych dni życia uczyła się tego samego: żeby zasłużyć na miejsce w tym domu, trzeba być kimś innym, niż się jest.

Dorastała w domu, w którym matka regularnie przekraczała jej granice fizycznie i psychicznie — krzykiem, upokorzeniem, czasem wręcz agresją. Ojciec był obecny fizycznie, ale nieobecny emocjonalnie — unikał rozmów, unikał kontaktu wzrokowego, nagle znikał, kiedy robiło się trudno. Kasia dorosła z głębokim głodem męskiej bliskości i podświadomą nieufnością wobec mężczyzn, której sama nie potrafiła sobie wytłumaczyć.

W gimnazjum przeżyła publiczne upokorzenie, po którym długo nie potrafiła zaufać ludziom — jej najbardziej prywatne myśli zostały wyśmiane na oczach całej szkoły. Od tamtej pory nauczyła się dwóch rzeczy naraz: że trzeba się „pokazywać” i zwracać na siebie uwagę za wszelką cenę — i że jednocześnie nie wolno pokazywać prawdziwej siebie, bo to boli najbardziej.

W dorosłości ten koktajl odbił się na wszystkim. Wchodziła w burzliwe, czasem przemocowe relacje, bo podświadomie wierzyła, że „miłość to poświęcenie i znoszenie”. Zamiast jeść za mało, jadła za dużo — kompulsywne objadanie się słodyczami stało się jej sposobem na zagłuszenie pustki, obok wielogodzinnego, ucieczkowego scrollowania telefonu i spania w środku dnia, żeby nie czuć. Od dziecka chorowała też na astmę, która nasilała się dokładnie wtedy, kiedy czuła się nieakceptowana albo duszona przez czyjąś kontrolę.

Miała za sobą kursy, książki, próby terapii. Rozumiała swój mechanizm od podszewki. I mimo to wciąż wracała do tego samego punktu — sabotując każdą szansę na większą widoczność, każdą myśl o tym, żeby zacząć pomagać innym zawodowo.

Co się zmieniło

W programie Jestem wartością dotarłyśmy do samego początku — do przekonania „nie powinnam była się urodzić taka, jaka jestem”, które nosiła jeszcze sprzed narodzin. To nie była praca nad dorosłymi nawykami. To było uwolnienie rany, która siedziała głębiej niż jakakolwiek świadoma pamięć.

Wraz z uwolnieniem żalu do matki i ojca zaczęło słabnąć kompulsywne objadanie się — Kasia po raz pierwszy od lat poczuła, że może sięgnąć po jedzenie z wyboru, a nie z ucieczki. Ataki astmy zaczęły wyraźnie ustępować. Zniknął paraliżujący ból w gardle, karku i brzuchu, który towarzyszył jej za każdym razem, kiedy pomyślała o rodzicach.

Efekt

Kasia uwolniła się od nieuświadominego wcześniej rodowego gniewu na mężczyzn, co ociepliło jej kontakty z płcią przeciwną, odeszła z etatu i otworzyła własną działalność w branży rozwoju osobistego — nie dlatego, że „poczuła się gotowa”, tylko dlatego, że zniknęło to, co latami trzymało ją w miejscu. Dziś pomaga innym przechodzić dokładnie przez to, co sama uzdrowiła — od objadania się emocjami, po poczucie, że trzeba zasłużyć sobie na miejsce w świecie.

Weronika (39 lat) — matczyna rana, uzależnienia zastępcze i ciało, które krzyczało zamiast niej

Z czym przyszła

Weronika trafiła do mnie z listą rzeczy, z którymi „już sobie poradziła” — i z ciałem, które mówiło co innego. Od wielu miesięcy nie miała apetytu, żołądek reagował na każdy większy stres fizycznym skurczem. Do tego dochodziła choroba przewlekła, z którą żyła na stałe, i która — jak się później okazało — miała swój emocjonalny ślad.

Wychowała się z przekonaniem, że matka kocha ją tylko wtedy, gdy jest grzeczna i nie sprawia kłopotu. To przekonanie, wyniesione z dzieciństwa, przełożyła jeden do jednego na dorosłe relacje — w związku podświadomie czuła, że zasłuży na miłość partnera tylko wtedy, gdy się „nie czepia” i dostosowuje. Latami pozwalała innym wchodzić sobie na głowę. Nie potrafiła powiedzieć „nie”.

Miała już za sobą trudne, bolesne doświadczenie zdrady w poprzedniej relacji, które długo nosiła w sobie jako niezabliźnioną ranę. Miała też swoją historię z uzależnieniem, z którym się zmagała i które udało jej się przerwać po naprawdę bolesnym, upokarzającym zdarzeniu — takim, które stało się dla niej ostatecznym dnem i punktem zwrotnym. Problem w tym, że po odstawieniu jednego nałogu, pojawiły się kolejne, zastępcze — kompulsywne jedzenie słodyczy, i uzależnienie, w które wchodziła wbrew sobie, tylko po to, żeby nie stracić relacji i „nie wyróżniać się”. Nie akceptowała tego u siebie. Była z tego powodu drażliwa, łatwo wybuchała złością — bo w środku toczyła wojnę z samą sobą.

Do tego doszły dawne żale — do partnera, do bliskiej przyjaciółki, przez którą została skrzywdzona i oszukana, oraz trudna, pełna napięć relacja z rodzeństwem.

Co się zmieniło

Już po pierwszej sesji ustąpił paraliżujący skurcz w żołądku. Wrócił apetyt, którego nie czuła od miesięcy — a razem z nim chęć, żeby realnie zadbać o swoje ciało.

W kolejnych sesjach dotarłyśmy do źródła — do podświadomego przekonania „jestem kochana tylko wtedy, gdy jestem grzeczna i się dostosowuję”. Weronika po raz pierwszy poczuła, nie tylko zrozumiała, skąd biorą się jej nałogi zastępcze i dlaczego tak trudno jej było postawić granicę. To pozwoliło jej przestać z nimi walczyć siłą woli — i zacząć uwalniać emocję, która je napędzała.

Nauczyła się stawiać twarde granice i mówić głośne, zdecydowane „nie”. Zyskała pełną kontrolę nad nałogami, które trzymały ją w klatce.

Efekt

Weronika odzyskała wolność na wielu płaszczyznach życia. Przestała sabotować samą siebie i zaczęła decydować o swoim życiu wyłącznie sama. To, co „bolało ją w duszy” od lat, w końcu przestało nią rządzić po cichu — bo zostało nazwane i uwolnione, nie tylko zrozumiane.

Michał (49 lat) — ojcowska rana, permanentna wina i ciało, które dźwigało to, co nie było jego

Z czym przyszedł – tkwił w martwym małżeństwe, miał trudna relację z dorosłym synem w przeszłości wiele lat w stanach depresyjnych

Michał zgłosił się jako mężczyzna, który „powinien już dawno sobie z tym poradzić”. Dźwigał na barkach ciężar, który zaczął się budować już w dzieciństwie — matka, która nie potrafiła okazać ciepła i była wobec niego często krzycząca i nieobecna emocjonalnie, oraz ojciec, który pił i był nieprzewidywalny. W dzieciństwie doświadczył też publicznego upokorzenia przed rówieśnikami, które przez lata nosił w sobie w milczeniu — nigdy o nim nikomu nie powiedział.

Był też moment, w którym jako dziecko musiał przejąć odpowiedzialność dużo przekraczającą jego wiek — w domu, w którym dorośli zawiedli, on musiał „być dorosłym” za wcześnie. To zostawiło w nim głęboko zakorzenione przekonanie: życie to ciężka walka, a na miłość i uznanie trzeba sobie zapracować.

W dorosłości ten wzorzec zapętlił się w permanentne poczucie winy i nawykowe branie odpowiedzialności za życie innych dorosłych ludzi — rodziców, partnerki, rodzeństwa. Wchodził w relacje, w których powtarzał znajomy schemat odrzucenia i emocjonalnego chłodu, i trwał w nich z fałszywej lojalności, mimo że go niszczyły. W jego rodzie mocno obecny był problem alkoholizmu — kilka pokoleń wstecz. Dodatkowo Michał bał się kobiet, tak jak kiedyś matki.

Ciało w końcu przestało wytrzymywać ten ciężar: nadciśnienie, poważne problemy z nerkami, dokuczliwa łuszczyca, bóle kręgosłupa. Przechodził już klasyczną psychoterapię. Nie przyniosła mu żadnej trwałej ulgi — rozumiał mechanizm intelektualnie, ale nic się realnie nie zmieniało.

Co się zmieniło

ProgramJestem wartością pokazał mu coś, czego nie widział przez lata terapii rozmową — że jego dolegliwości fizyczne były pancerzem, który latami chronił go przed ciężarem winy i odpowiedzialności, jakie nigdy nie powinny były na niego spaść. Uwolnił żal do ojca i matki oraz wybaczył sobie błędy, za które biczował się od dziesięcioleci.

Wróciło mu pełne czucie w ciele. Poczuł się fizycznie silniejszy. Bóle zaczęły ustępować, a łuszczyca — realnie się cofać.

Efekt

Michał całkowicie uwolnił się od  ciężaru winy i przestał brać odpowiedzialność za życie dorosłych ludzi wokół niego. Zmiany życiowe i zawodowe, które wcześniej paraliżowały go strachem, zaczął wprowadzać z lekkością, jakiej nigdy wcześniej nie znał. Relacja z synem zmieniła się  —  przestała go już obciążać. Zaczął żyć na nowo.

Paweł (41 lat) — porzucenie w dzieciństwie, chroniczny autosabotaż i strach przed byciem widzianym

Z czym przyszedł

Paweł od dziecka nauczył się jednej rzeczy: kiedy robi się trudno, dorośli znikają. Ojciec potrafił z dnia na dzień przestać się odzywać, wyjeżdżać bez wyjaśnienia, wracać, kiedy chciał. Matka radziła sobie z tym po swojemu — pracą, wiecznym zabieganiem, brakiem czasu na rozmowę o uczuciach. Paweł wyrósł z przekonaniem, że jeśli za bardzo się pokaże, za bardzo zaangażuje, za bardzo zapragnie — zostanie zostawiony.

W szkole był raczej niewidoczny. Kiedy raz spróbował „zabłysnąć” i zaangażować się w coś na forum klasy, spotkała go fala śmiechu, której nie zapomniał do dziś — mimo że rozmowa trwała może minutę. Od tamtej pory podświadomie wybierał bezpieczne, niewidzialne role. Nie rywalizował. Nie pokazywał się. Wolał być „w porządku”, niż zostać zauważonym i ocenionym.

Prowadził biznes od kilku lat, ale zawsze tuż przed przełomem — większą kampanią, droższą ofertą, publicznym wystąpieniem — coś go blokowało. Odkładał, przeciągał terminy, znajdował tysiąc racjonalnych powodów, żeby nie ruszyć dalej. W tle chodziło za nim rodowe przekonanie, że pieniądze i sukces trzeba okupić cierpieniem — bo w jego rodzinie nikt „po prostu” nie miał, każdy się „urabiał po łokcie” albo tracił to, co miał, przez cudzą nieuczciwość.

Zamiast jeść za dużo, Paweł uciekał w drugą stronę — kompulsywnie kontrolował jedzenie i trening, traktując własne ciało jako coś, co ma „zasłużyć” na akceptację przez wygląd, skoro nie mógł zasłużyć na nią przez to, kim jest. Miewał napady silnego niepokoju przed każdym większym pokazaniem się publicznie — kołatanie serca, spocone dłonie, chęć odwołania w ostatniej chwili.

Co się zmieniło

W pracy z podświadomością dotarliśmy do sedna — nie do „braku motywacji” ani „lenistwa”, tylko do dziecięcego przekonania: „jeśli się pokażę i mi nie wyjdzie, zostanę zostawiony, tak jak wtedy”. To nie była wiedza, którą już miał z terapii. To było coś, co poczuł w ciele i uwolnił — nie kolejny raz przeanalizował.

Wraz z uwolnieniem lęku przed porzuceniem zniknął też przymus kontrolowania jedzenia i ciała jako „przepustki” do akceptacji. Paweł po raz pierwszy poczuł, że może być widziany bez występu.

Efekt

Paweł zaczął wprowadzać zmiany, które odkładał od lat — większą ofertę, większą widoczność, publiczne wystąpienia — z lekkością, bez wewnętrznej walki. Autosabotaż, z którym mierzył się latami mimo licznych prób „zmotywowania się”, po prostu przestał się pojawiać, bo zniknęło jego źródło.

To nie są odosobnione przypadki

Podobne mechanizmy i podobne przełomy wracają w opiniach moich klientek i klientów raz po raz — we własnych słowach, bez mojej ingerencji:

  • „Skończyłam z wybielaniem samej siebie. Dziś trzymam życie mocno za rogi.”
  • „Uwolniłem się od permanentnego poczucia winy i od brania odpowiedzialności za życie innych.”
  • „Kontakt z mamą, który był oziębły, całkowicie się zmienił.”
  • „Rozwiązałyśmy problem niechcianego dotyku, który miał związek z moją łuszczycą — choroba powoli ustępuje.”
  • „Nauczyłam się wyznaczać granice, mówić »nie« bez wyrzutów sumienia i otwierać się na pomoc od innych.”

Opinie i wideopinie znajdziesz tutaj: agnieszkaburdykiewicz.pl/rekomendacje

Co łączy te historie

W żadnej z nich prawdziwym problemem nie było to, z czym ktoś przyszedł na konsultację. Pod lękiem, nałogiem, chorobą czy autosabotażem zawsze leżało coś głębszego — podświadomy wzorzec, który powstał dawno temu i od tamtej pory po cichu prowadził całe życie.

Nie pracuję z objawami. Pracuję ze źródłem.

Jeśli czytając te historie poczułaś/poczułeś ukłucie rozpoznania — to dobry sygnał, żeby zrobić pierwszy krok.

Umów się na konsultację wstępną →

Agnieszka Burdykiewicz 

  • Mentorka, eksperckich biznesów z duszą oraz autentycznej marki osobistej
  • Mentorka tożsamości i WWO
  • Ekspertka od relacji z podświadomością

Pomagam ekspercko kobietom, które na co dzień pomagają wszystkim innym

Pomagam zintegrować tożsamość

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Transformacja przez podświadomość

sprawdź MOJĄ OFERTĘ

Pierwotna cena wynosiła: 250,00 zł.Aktualna cena wynosi: 99,00 zł.