Prokrastynacja i brak kierunku. Prawdziwa przyczyna

Nazywam się Agnieszka Burdykiewicz

Pomagam kobietom, które na co dzień pomagają innym — odzyskać wartość niezależną od opinii innych. Uczę, jak z tego, co umiesz i czym pomagasz, zbudować stabilny, etyczny i bezpieczny biznes ekspercki — oparty na własnej wartości i zaufaniu do swojej intuicji, a nie na cudzych strategiach.

Byś mogła budować siebie i swoje dziedzictwo, zamiast angażować energię w cudze życie i projekty.

TWOJE ŻYCIE. TWOJE ZASADY. TWÓJ CZAS.

Ratujesz partnera, rodzinę, cudze projekty – i po drodze gubisz siebie. Masz wrażenie, że ciągniesz wszystko na sobie, zamiast budować własne życie.

Prokrastynacja, chaos, sto pomysłów tygodniowo — przeszłam przez to. Oto, co naprawdę się dzieje.

Prokrastynacja, brak zdecydowania, brak kierunku — znasz to?

Chcesz działać, a jednak nie ruszasz. Odkładasz kurs, ofertę, kampanię, na którą sama czekasz od miesięcy.

I zaraz przychodzi ten sam wniosek: „Znowu się obijam. Znowu brak mi dyscypliny.”

Otóż nie.

Prokrastynacja bardzo rzadko wynika z lenistwa. Najczęściej jest sygnałem, że skończyła się Twoja stara tożsamość, a nowej jeszcze świadomie nie zbudowałaś.

To, co działało, przestało działać

I to nie jest tylko Twój problem.

Zmienił się rynek. Zmienili się klienci. Wszedł ChatGPT. Rynek się nasycił.

W branży rozwoju osobistego i duchowego to wręcz plaga — ludzie są przesyceni, obietnice sprzedażowe były nadmuchane, a klienci dziś są ostrożniejsi. Zanim kupią, dłużej się zastanawiają. Potrzebują dłuższego ocieplania i więcej zaufania.

Strategia sprzedażowa sprzed dwóch, trzech lat — nawet sprzed roku — po prostu przestaje działać. I to nie znaczy, że coś z Tobą jest nie tak.

Sama to przeżyłam

Piszę o tym nie z teorii.

Ostatnie dwa lata to był dla mnie czas głębokiego kryzysu tożsamości. Tkwiłam w przewlekłym wewnętrznym konflikcie. Skakałam po niszach. Porzucałam rozpoczęte projekty. Miałam sto nowych pomysłów każdego tygodnia.

Z perspektywy czasu widzę już jasno: błędem była nadmierna aktywność i działanie. Trzeba było się zatrzymać.

Kiedy stare „ja” się rozpada, każda niezintegrowana część chce robić swoje. Jedna Agnieszka tęskniła za fitnessem i próbowała znów wskoczyć w grafik regularnych zajęć. Inna chciała robić live’y, bo kiedyś sprawiały jej ogromną przyjemność i przyciągały klientów. Jeszcze inna marzyła o domu nad jeziorem. A ta biznesowa część mnie chciała stabilnego, powtarzalnego przychodu i systemu sprzedaży, który zadziała długoterminowo.

I ta ostatnia część pakowała mnie w różne współprace, które robiły jeszcze większy chaos — a czasem kończyły się finansową stratą.

W trakcie kryzysu tożsamości trudno w ogóle myśleć o stabilności. Pomysły i cele zmieniają się zbyt szybko. Brakuje pewności, co konkretnie chcę robić, jak, dla kogo, i co mogę dziś dać ludziom. A potrzeby się zmieniają. Klienci się zmieniają. Właścicielki biznesów też.

Dziś widzę, że mój układ nerwowy znał chaos i napięcie — i wracał do nich automatem. Żeby nauczyć się spokojnego, stabilnego biznesu i lekkości w zarabianiu, trzeba było po prostu nauczyć się nowego działania, odczuwania i funkcjonowania.

Nie umiałam się zatrzymać ze starym myśleniem, póki nie zatrzymał mnie wypadek — wybiłam zęby i musiałam przestać nagrywać, przestać działać po staremu.

I właśnie w tej ciszy przyszedł spokój. Naturalnie narodziła się nowa wizja firmy, nowa ja. Pomysły, które teraz do mnie przychodzą, są spójne — wszystkie łączą się w jeden, piękny cel.

Dziś czuję, że wychodzę z tego kryzysu. Ale to nie było łatwe. A to, co opisuję dalej, to właśnie mechanizmy, które sama rozpoznałam po drodze.

Dlaczego akurat teraz nie możesz ruszyć

Bo nie wiesz, kim dziś jesteś.

Po każdym procesie — terapii, mentoringu, pracy z podświadomością, pracy z emocjami, zmianie przekonań — stajesz się inną osobą. Zmienia się Twoja perspektywa, sposób myślenia, czucie, zachowanie. Przestajesz być tą starą wersją siebie.

A biznes nadal próbujesz prowadzić po staremu.

Czasem zatrzymuje Cię też samo życie — kryzys, choroba, strata, wypalenie, problemy finansowe. Coś, co zachwiało Twoim poczuciem bezpieczeństwa. I wtedy nie da się po prostu wrócić do starego sposobu działania, nawet jeśli kiedyś działał świetnie.

Bywa też, że po prostu przestałaś wierzyć w to, co sprzedajesz. Zobaczyłaś nowe możliwości. Nie chcesz już pracować w stary sposób. Ale automat w Tobie wciąż próbuje Cię tam zawrócić — i stąd ten wewnętrzny konflikt, który wygląda z zewnątrz jak zwykłe odkładanie.

 

Rozsypana tożsamość, brak pewności i milion opcji

Jest jeszcze jeden mechanizm, który stoi za prokrastynacją — i jest głębszy, niż się wydaje.

Siadasz, żeby podjąć jedną, konkretną decyzję. I zamiast iść w nią, zaczynasz delikatnie skręcać w kolejne opcje. Dopisujesz nowe scenariusze. Po kilkunastu minutach masz ich tyle, że żadnej nie jesteś w stanie unieść.

To nie jest brak pomysłu. To jest przeciążenie wyborem.

Gdy masz mnóstwo opcji i wciąż wyskakują nowe naprawdę porzebujesz być stanowcza i trzymac się swojego celu oraz wizji. Każda nowa informacja mówi „nie działaj”, „poszukaj jeszcze chwilę” a w tym szukaniu potrafią minąć miesiące, czasem lata.

To dzieje się wtedy, kiedy w momencie decyzji nie masz pewności, czyli jednego, spójnego „ja”, z którego tę decyzję podejmujesz. Zamiast tego masz kilka równoległych wersji siebie — i każda chce czegoś innego. Jedna chce stabilności. Druga ekspansji. Trzecia chce odpocząć. Czwarta chce w końcu „zrobić to porządnie”. Piąta chce nie popełnić błędu.

Żadna z nich nie jest nieprawdziwa. Problem w tym, że kiedy mówią jednocześnie, decyzja przestaje być wyborem — staje się konfliktem. A konfliktu nie rozwiązuje się przez więcej analizy. Można go tylko odłożyć.

Stąd ten charakterystyczny ruch: dokładanie kolejnych opcji, zbieranie kolejnych informacji, otwieranie kolejnych ścieżek. Nie dlatego, że ich potrzebujesz. Tylko dlatego, że żadna z istniejących nie ma jeszcze wystarczającej siły, żeby stać się Twoją.

W biznesie widać to bardzo konkretnie: oferta, która zmienia się co kilka miesięcy, bo każda wersja „jest jeszcze nie do końca tym”. Komunikacja, która nie klei się w całość, bo raz mówisz z jednego miejsca, raz z innego. Projekty zaczynane z energią i porzucane w połowie, kiedy pojawia się inna opcja, która „też ma sens”.

To wszystko łatwo nazwać brakiem strategii albo brakiem dyscypliny. Prawda jest mniej wygodna: nie da się zbudować stabilnego biznesu na niestabilnym „ja”. Działasz, tylko nie z jednego miejsca. Każda decyzja z innej wersji siebie. Każdy ruch trochę w inną stronę. Powstaje ruch — ale ruch to nie to samo, co kierunek.

I dokładnie tu wchodzi też porównywanie się. Ktoś ogłasza, że zarobił pierwsze 100K na kursie. Ktoś inny jest dalej, głośniej, szybciej. I ta rozsypana tożsamość natychmiast znajduje w tym pretekst do kolejnej wersji siebie: tej, która „powinna była zrobić to inaczej”. Nie dlatego, że to wynika z Twojej strategii — tylko dlatego, że żadna z Twoich wewnętrznych wersji nie ma jeszcze dość siły, żeby powiedzieć „zamykam temat, idę dalej”.

Sama to przeżyłam

Piszę o tym nie z teorii.

Ostatnie dwa lata to był dla mnie czas głębokiego kryzysu tożsamości. Tkwiłam w przewlekłym wewnętrznym konflikcie. Skakałam po niszach. Porzucałam rozpoczęte projekty. Miałam sto nowych pomysłów każdego tygodnia.

Z perspektywy czasu widzę już jasno: błędem była nadmierna aktywność i działanie. Trzeba było się zatrzymać.

Kiedy stare „ja” się rozpada, każda niezintegrowana część chce robić swoje. Jedna Agnieszka tęskniła za fitnessem i próbowała znów wskoczyć w grafik regularnych zajęć. Inna chciała robić live’y, bo kiedyś sprawiały jej ogromną przyjemność i przyciągały klientów. Jeszcze inna marzyła o domu nad jeziorem. A ta biznesowa część mnie chciała stabilnego, powtarzalnego przychodu i systemu sprzedaży, który zadziała długoterminowo.

I ta ostatnia część pakowała mnie w różne współprace, które robiły jeszcze większy chaos — a czasem kończyły się finansową stratą.

W trakcie kryzysu tożsamości trudno w ogóle myśleć o stabilności. Pomysły i cele zmieniają się zbyt szybko. Brakuje pewności, co konkretnie chcę robić, jak, dla kogo, i co mogę dziś dać ludziom. A potrzeby się zmieniają. Klienci się zmieniają. Właścicielki biznesów też.

Dziś widzę, że mój układ nerwowy znał chaos i napięcie — i wracał do nich automatem. Żeby nauczyć się spokojnego, stabilnego biznesu i lekkości w zarabianiu, trzeba było po prostu nauczyć się nowego działania, odczuwania i funkcjonowania.

Nie umiałam się zatrzymać ze starym myśleniem, póki nie zatrzymał mnie wypadek — wybiłam zęby i musiałam przestać nagrywać, przestać działać po staremu.

I właśnie w tej ciszy przyszedł spokój. Naturalnie narodziła się nowa wizja firmy, nowa ja. Pomysły, które teraz do mnie przychodzą, są spójne — wszystkie łączą się w jeden, piękny cel.

Dziś czuję, że wychodzę z tego kryzysu. Ale to nie było łatwe.

Chaos informacyjny robi swoje

Do tego dochodzi nadmiar wiedzy. Za dużo mentorów, kursów, strategii, rolek, ekspertów — każdy mówi coś innego.

Efekt? Nie wiesz już, komu wierzyć, co wdrażać, co w ogóle jest Twoje.

Czasem najlepszą strategią jest wyciszenie. Ograniczenie bodźców. Odklikanie tego, co generuje mętlik. Zrobienie sobie przestrzeni, żeby usłyszeć siebie — zamiast kolejnego głosu z zewnątrz.

Bezpieczeństwo jest ważniejsze niż motywacja

Jeśli Twój układ nerwowy czuje zagrożenie, uruchamia tryb przetrwania. A w trybie przetrwania priorytetem nie jest nowy kurs — priorytetem jest podstawowe bezpieczeństwo.

To nie jest problem z produktywnością. To problem z poczuciem bezpieczeństwa.

I nie zbudujesz nowego projektu z pełnym zaangażowaniem, jeśli w tle walczysz o stabilizację finansową. Dlatego czasem najrozsądniej jest najpierw się odbić — najlepiej na produktach premium, high ticket — i wrócić do osób, które już Ci zaufały i wcześniej od Ciebie kupowały. Zamiast od razu inwestować całą energię w pozyskiwanie nowych.

Zamiast pytać „jaką strategię wdrożyć” — zapytaj inaczej

  • Z którego miejsca w sobie próbuję dziś podjąć tę decyzję?
  • Ile moich wersji odzywa się naraz — i czego każda z nich potrzebuje?
  • Czy naprawdę nie wiem, czego chcę, czy po prostu boję się zamknąć inne drzwi?
  • Co by się zmieniło, gdybym przestała szukać idealnej decyzji i po prostu wybrała jedną?
  • Która opcja daje mi poczucie spójności ze sobą — a nie tylko chwilową ulgę?

Cudza strategia niekoniecznie jest zgodna z Tobą. To, co działa u kogoś innego, może nie pasować do Twojej osobowości, energii, wartości, doświadczeń i klientów. Dlatego strategię trzeba przefiltrować przez siebie — a nie kopiować na sztywno.

To właśnie znaczy budować autentyczną, etyczną markę osobistą.

Wracasz do siebie, nie do planu

Prokrastynacja przestaje być wrogiem, kiedy przestajesz z nią walczyć siłą i zaczynasz ją traktować jako informację.

Powrót do siebie nie polega na znalezieniu idealnej decyzji. Polega na zatrzymaniu się na tyle, żeby zobaczyć, z ilu miejsc próbujesz ją podjąć — i wybraniu jednego z nich. Nie dlatego, że jest absolutnie najlepsze. Dlatego, że jest Twoje.

Decyzja przestaje być wtedy momentem szukania pewności. Staje się momentem nadania kierunku. A kierunek zawsze oznacza, że coś zostaje za Tobą — i to jest w porządku.

Najpierw odkryj, kim jesteś dzisiaj. Czego potrzebujesz. Co już się skończyło. Z czym nie chcesz iść dalej.

Dopiero z tego miejsca — nie z lęku, nie z porównania, nie z cudzego tempa — odbuduj swój biznes tak, żeby był zgodny z tym, kim właśnie się stajesz.

Przechodzisz kryzys tożsamości? Masz choas w sobie i w frmie? Przyjdź na bezpłatną konsultację.

Rozpoznajesz siebie w tym opisie? Daj znać w komentarzu

Buduj ze mną etyczny, autentyczny i bezpieczny biznes.

Agnieszka Burdykiewicz — mentorka, eksperckich biznesów z duszą oraz autentycznej marki osobistej

Pomagam ekspercko kobietom, które na co dzień pomagają wszystkim innym

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Transformacja przez podświadomość

sprawdź MOJĄ OFERTĘ