Odwrócona wina Ratowniczki

Nazywam się Agnieszka Burdykiewicz

Pomagam kobietom, które na co dzień pomagają innym — odzyskać wartość niezależną od opinii innych. Uczę, jak z tego, co umiesz i czym pomagasz, zbudować stabilny, etyczny i bezpieczny biznes ekspercki — oparty na własnej wartości i zaufaniu do swojej intuicji, a nie na cudzych strategiach.

Byś mogła budować siebie i swoje dziedzictwo, zamiast angażować energię w cudze życie i projekty.

TWOJE ŻYCIE. TWOJE ZASADY. TWÓJ CZAS.

Ratujesz partnera, rodzinę, cudze projekty – i po drodze gubisz siebie. Masz wrażenie, że ciągniesz wszystko na sobie, zamiast budować własne życie.

Czujesz się winna, nawet gdy nic złego nie zrobiłaś? To wina Ratowniczki.

Wina, o której pisałam w „Czystym sumieniu”, bierze się z tego, co komuś zrobiłaś lub tego żałujesz. Wina ratowniczki jest inna. Rodzi się wtedy, gdy czegoś nie zrobiłaś. Gdy odmówiłaś. Gdy postawiłaś granicę. Gdy odpoczęłaś zamiast działać.

Trudno się z niej wyspowiadać, bo jest dosłownie odwrócona. I to, co czyni ją tak trudną do rozpoznania, to jej druga twarz. Ratowanie innych pod przymusem – z pewnej perspektywy – wygląda pozytywnie. Łechce ego. Daje satysfakcję. Ten dreszczyk, gdy w ostatniej chwili znów kogoś uratujesz, znów sobie poradzisz, znów jesteś tą, na którą można liczyć.

Dlatego tak trudno to zobaczyć. Ratujesz nie dlatego, że musisz – tak Ci się wydaje. Ratujesz, żeby uniknąć winy, która przyszłaby, gdybyś tego nie zrobiła. A mechanizm daje Ci coś w zamian: poczucie bycia potrzebną, ważną, silną. Więc trwa. Bo jest wygodny, zanim zacznie boleć.

Ja czułam tę winę, zanim jeszcze umiałam ją nazwać.

Zaczyna się w dzieciństwie

Miałam kilka lat i rodzice oczekiwali, że pomogę im w czymś co robili wcześnie rano, a ja spałam. Nie wstalam aby im pomóc – i później pamiętam to uczucie, że zawiodłam.

Potem to się rozrastało. Czułam się winna, że nie odwiedzałam rodziców wystarczająco często. Że nie zadzwoniłam o tej porze, o której zwykle dzwoniłam. Że w szkole czy w pracy czegoś nie zrozumiałam, że zapomniałam, że nie zostałam na nadgodziny jak reszta zespołu w korporacji – wszyscy siedzieli, a ja miałam wyjść o czasie i już czułam się jak dezerterka.

Pamiętam moment, gdy nie chciałam iść do asysty kościelnej i po prostu nie poszłam. Mamie bardzo na tym zależało. Sprawiłam jej przykrość – i przez to czułam się winna, mimo że postawiałm wtedy granicę, było to nieświadome.

To nie była logika. To był zapis: jeśli zawiedziesz czyjeś oczekiwania, jesteś winna. Nieważne, że oczekiwania nie były Twoje.

Wina za odmowę

Gdy odmawiasz pomocy, nie czujesz zwykłego dyskomfortu. Czujesz coś dużo cięższego – poczucie, że jesteś odpowiedzialna za emocje i błędy drugiej osoby. Bo Twoja wartość opiera się na tym, czy jesteś użyteczna. Odmowa równa się bezwartościowość.

Marta ma 34 lata i prowadzi własny kreatywny biznes online. Kiedy koleżanka poprosiła ją o kolejną przysługę – tym razem o popilnowanie psa przez cały tydzień, „tylko jeden raz podczas mojej podróży” – ciało Marty od razu dało sygnał: nie. Poczuła ucisk w brzuchu, zanim jeszcze zdążyła pomyśleć. Wiedziała, że pies jest wymagający, że to tydzień jej pracy i jej spokoju. A mimo to powiedziała „jasne, żaden problem”. Trudno jej odmówić koleżance. W jej głowie działał zapis: jeśli odmówię to się obrazi albo pomyśli o mnie źle” Zgodziła się wbrew sobie – i przez cały tydzień żałowała bo trudno jej było pracować. Bo gdyby odmówiła, poczułaby się winna. A skoro się zgodziła – wbrew ciału, wbrew sobie – też czuła się winna. Winna i tak, i tak.

Wina za rzeczy, na które nie miałaś wpływu

Ratowniczki czują się winne rzeczom, na które zupełnie nie mają wpływu. Biorą na siebie odpowiedzialność za cudze uzależnienia, kryzysy, tragedie – mimo że nigdy nie miały nad tym realnej kontroli.

Klaudia miała 17 lat, gdy jej tata zmarł nagle w wypadku, na jej oczach. Przez lata niosła paraliżujące przekonanie, że mogła coś zrobić, a nie zrobiła. Że gdyby zareagowała sekundę szybciej, gdyby krzyknęła głośniej, gdyby w ogóle tam nie stała bezradnie – on by żył. To nie była racjonalna myśl. To było dziecko, które wzięło na siebie odpowiedzialność dorosłego świata.

Wina za odpoczynek i niezarabianie

Dla Ratowniczki odpoczynek bez wyrzutów sumienia praktycznie nie istnieje.

Agata ma 41 lat. W jej rodzinnym domu miłość była warunkowa – zauważano ją tylko wtedy, gdy ciężko pracowała i pomagała. Dziś, mimo że ma pełne wsparcie finansowe męża, czuje potworny wstyd i winę za to, że od pół roku nie pracuje zarobkowo. Jej umysł natychmiast zapełnia dzień obowiązkami domowymi – praniem, sprzątaniem, planowaniem – byle tylko uciec przed tym uczuciem.

Ja też to znam, tylko z innej strony. Kiedy mój partner przechodził żałobę, a potem depresję, zajęłam się nim całkowicie. Odsunęłam własną firmę na dalszy plan, bo przymus ratowania go był silniejszy niż cokolwiek innego. W tamtym czasie w ogóle tego tak nie postrzegałam. Widzę to dopiero z perspektywy czasu – że dbanie o siebie wtedy wydawało mi się luksusem, na który nie mam prawa, dopóki on cierpi.

Wina za obronę siebie i swoich potrzeb

Gdy Ratowniczka próbuje się bronić, jej system natychmiast zalewa fala winy. Nawet wtedy, gdy ma rację.

Ela, 38 lat, została zmanipulowana i okradziona przez nieuczciwego pracodawcę. Zgłosiła sprawę do inspekcji pracy – ze świadomością, że postępuje słusznie, i jednocześnie z gigantycznymi wyrzutami sumienia, że postawiła siebie w roli „donosiciela”.

I to dotyczy nie tylko wielkich spraw. Nawet gdy w końcu nazwiesz swoją potrzebę – powiesz komuś wprost, czego chcesz – zamiast ulgi często przychodzi wina. Jakbyś zrobiła coś złego, chociaż tylko powiedziałaś prawdę o sobie.

Mój przykład. Pracowałam kiedyś w korporacji finansowej. Po pół roku okresu próbnego przyszła rozmowa z szefem o przedłużeniu umowy – tyle że warunki, które wcześniej ustaliliśmy, zostały przez niego zmienione. Nie zgodziłam się. Podarł umowę na moich oczach, a ja zostałam bez pracy. Byłam rozdarta. Z jednej strony cieszyłam się, że stanęłam przy sobie i nie zgodziłam się na krzywdzące warunki. Z drugiej – znów byłam bez pracy, z poczuciem winy, że sama zafundowałam sobie stresujący okres bez bezpieczeństwa finansowego.

Granica zawsze kosztuje. Wina nie znika, kiedy postawisz ją „dobrze” – ona przychodzi zawsze. Pytanie tylko, czy jesteś gotowa ją ponieść, czy wolisz zapłacić inną walutą: swoim bezpieczeństwem, czasem, sobą.

Wina za złamanie własnych granic

To osobny rodzaj bólu. Złość na samą siebie, że znowu się zgodziłaś. Że wzięłaś na klatę kolejny obowiązek, mimo że obiecywałaś sobie „nie”. Że dopuściłaś kogoś bliżej, niż chciałaś.

Marzena, 45 lat, po raz kolejny wzięła na siebie za dużo obowiązków w pracy kosztem zdrowia i rodziny – mimo że tydzień wcześniej obiecała sobie, że tym razem powie „nie”. Poczuła wściekłość, ale nie na szefa. Na siebie. Za to, że znowu wymiękła.

Wina rodowa

To najcięższy kaliber. Wina, którą zaszczepili lub przerzucili na Ciebie rodzice – często nieświadomie – żeby Cię kontrolować albo poradzić sobie z własnym bólem.

Iwona przez całe życie nosiła to, co sama nazywa „butami ze smoły”. Jej rodzice obwiniali ją o stratę młodszego rodzeństwa, którego nigdy nie poznała. Miała wtedy kilka miesięcy i była, jak to ujmowali, „wymagającym, płaczącym dzieckiem”. W ich narracji to jej płacz miał doprowadzić do tragedii. Dziecko nie ma na to żadnego wpływu. A mimo to niosła tę winę przez dekady.

Renata do dziś słyszy od matki, że przez nią matka nigdy nie poszła do pracy. Że musiała ją wychowywać, więc nie mogła się rozwijać. Renata miała wtedy kilka lat. Nie decydowała o niczym.

Danuta, 58 lat, napisała kiedyś do ojca szczery list – o swoich zranieniach, o rzeczach, których nigdy mu nie powiedziała. Kilka tygodni później ojciec trafił do szpitala z zawałem. Danuta, mimo że rozumowo wiedziała, że to nie ma związku, poczuła się odpowiedzialna za jego chorobę.

A jej 88-letnia matka do dziś potrafi rzucić jednym zdaniem – „za mało mnie odwiedzasz, powinnaś być bliżej” – i Danuta czuje winę, mimo że robi dla niej więcej niż ktokolwiek inny w rodzinie.

Ta wina nie jest Twoja. Ale nosisz ją, jakby była.

To nie charakter. To mechanizm

Rozpoznajesz siebie w którymś z tych punktów? Ja rozpoznaję siebie w każdym. Różnica jest taka, że dziś już wiem, że to nie jest moja cecha charakteru, tylko zapis, który kiedyś miał mnie chronić, a dziś tylko mnie obciąża. I ten zapis można rozbroić.

Jeśli chcesz sprawdzić, który z tych mechanizmów działa u Ciebie najmocniej – zapraszam na bezpłatną konsultację.

Zanim klikniesz dalej, odpowiedz sobie szczerze:

  1. Czy czujesz się winna, gdy odmawiasz pomocy, nawet jeśli masz do tego prawo?
  2. Czy bierzesz na siebie odpowiedzialność za emocje i decyzje innych dorosłych ludzi?
  3. Czy odpoczynek bez wyrzutów sumienia w ogóle jest dla Ciebie możliwy?
  4. Czy stawianie granic kończy się u Ciebie falą winy zamiast ulgi?
  5. Czy złościsz się na siebie za to, że znowu się zgodziłaś, choć obiecywałaś sobie „nie”?
  6. Czy nosisz winę, którą ktoś inny Ci przypisał, zanim jeszcze umiałaś się bronić?

Mam nadzieję, że ten artykuł jest dla Ciebie pomocny i rzuca nowe światło. Skomentuj, proszę – chętnie poznam Twoją historię.

Zacznij swoją przemianę tu i teraz.

Agnieszka Burdykiewicz — pomagam ekspercko kobietom, które na co dzień pomagają wszystkim innym

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Transformacja przez podświadomość

sprawdź MOJĄ OFERTĘ